Zbliża się jeden z bardziej smutniejszych dni.
30 maj 2004.
Do tego dnia wracam niemal zawsze. Często mi towarzyszy ten dzień. Dwa słowa. Nie żyje.
Kiedyś Cię potępiałam, nie rozumiałam dlaczego, ciągle zadawałam sobie pytanie "dlaczego" "dlaczego Ty". Nie dostanę na te pytania nigdy odpowiedzi.
Dzisiaj.
Po 13 latach, w pełni Cię rozumiem. Pogodziłam się z Twoją decyzją, a nawet sama z chęcią opuściłabym ludzki padół. Nie mam żalu, że odszedłeś. Ludzie potrafią nas naprawdę zirytować, zniszczyć, prawda? Chcę powiedzieć, że Ci wybaczam.
Przy okazji tego smutnego dnia zawsze się zastanawiam czy samobójca jest odważny, czy jest tchórzem. Czy należy go potępiać, czy też zajrzeć w swoją duszę i się zastanowić, czy aby przypadkiem nie pociągnęliśmy kogoś za sznurek w kierunku tego czynu.
poniedziałek, 29 maja 2017
środa, 17 maja 2017
Dzień Czwarty
Kiedyś powiedziałeś, że masz nadzieję, że spotkamy się w lepszych czasach. Zawsze dręczyło mnie i do dnia obecnego dręczy "Kiedy nastąpią lepsze czasy" oraz co to oznacza.
Wcześniej Ty miałeś rzecz, która była dla Ciebie ważniejsza, osobisty cel. Oczywiście byłam wyrozumiała co do Twojego planu i kibicowałam Ci z całego serca w nim. To było niemal 7 miesięcy temu.
Lepsze czasy...
Wtedy byłam człowiekiem pełnym energii, miłości do świata, pełnym sensu istnienia. W momencie kiedy odszedłeś wszystko runęło. Nadal toczę się po gruzowisku. Nigdy nie miałeś odwagi się odezwać. Oczywiście byłeś skupiony na swoim planie. Planie, który zawierał Twoje przyjaciółki i Ciebie. Twoją dziewczynę omijałeś. Jak tchórz.
Wiele razy tłumaczyłeś mi, sobie, jak i wszystkim, że nie ma czegoś takiego jak hierarchia osób w sercu i życiu. Mało kto się z Tobą zgodzi.
Dla mnie byłeś całym światem i jak wiele razy Ci powtarzałam potrafiłam zostawić wszystko za sobą, wziąć się w garść i się wyprowadzić do obcego miasta, w którym zostałam całkiem sama. Twoje odejście odebrało mi chęć do życia, marzenia, sens istnienia i inne gówna.
Lepsze czasy.
Dla Ciebie, prawda?
Ja zostałam wtedy sama. Dobrze wiedziałeś, że przybyłam tam dla Ciebie, Twoje pojawienie się w moim życiu namieszało mi w planach, ale wzięłam się na odwagę i postawiłam być bliżej Ciebie i wyprowadziłam się 500 km od domu, tylko i wyłącznie dla Ciebie.
Lepsze czasy.
W tym momencie zmagam się z ciężką depresją, wstaję rano i wszelkie czynności wykonuję mechanicznie. Jakbym była zaprogramowana. Wstajesz rano, idziesz na poranną toaletę, jesz coś, wychodzisz do pracy, wracasz z pracy idziesz zrobić coś co pomoże Twojej matce.
Lepsze czasy.
Dopiąłeś swego. Osiągnąłeś swój cel. Nadal nie masz odwagi się odezwać. Nawet po takim pieprzonym czasie, chociaż nie chcę jesteś moją ostatnią cholerną myślą każdego wieczoru. Myślę czy u Ciebie wszytko dobrze, czy sobie radzisz, czy nic Cię nie trapi, czy dzień sprawił Ci przykrość.
W głowie nadal mam to, co mówiłeś mi nocą, gdy postanowiliśmy zapalić papierosa i patrzeć w gwiazdy. Pamiętam niemal wszystko.
Może i kiedyś zatęsknisz za mną, tak jak ja za Tobą. Nie czuję zawiści do Twojej osoby. Bardziej czuję żal. To odpowiednie słowo. Czuję żal. Żal, że nie potrafiłeś choć trochę poświęcić się w imię miłości. Dla związku.
Związek to nie tylko seks. A jeśli tylko na tym Ci zależało, to trzeba było od razu zostać "Friends with benefits" jak na początku nasza znajomość miała ową być. Przypomnij sobie, gdy czekałeś na pociąg,w maju tamtego roku i kto powiedział pierwszy o związku. Przypomnij sobie wszystkie słowa, które wypowiedziałeś w moim kierunku. Te na naszych wspólnych pierwszych wakacjach w pokoju, gdy podarowałeś mi pierścionek. Je również pamiętam.
Odpowiedz też sobie na jedno pytanie.
Czy to naprawdę była miłość, jak mówiłeś?
Lepsze czasy.
Dla Ciebie są lepsze. Dla mnie nastały ciemne chmury i zbiera się na tornado. Poprawy nie widać, pomimo leków i terapii.
Mam nadzieję, że nigdy, przenigdy nie będziesz musiał przechodzić przez ten stan.
Ja mam tylko jedną prośbę do życia.
Byś o mnie pamiętał i zastanowił się czym dla Ciebie jest tak naprawdę miłość.
Druga sprawa jest taka, że w momencie gdy najbardziej Cię potrzebowałam, nieodbierałeś telefonów, spędzałeś czas u swojej przyjaciółki.
Priorytety, prawda? Rozejrzyj się dookoła i popatrz jak mężczyźni w Twoim otoczeniu traktują swoje kobiety.
Wcześniej Ty miałeś rzecz, która była dla Ciebie ważniejsza, osobisty cel. Oczywiście byłam wyrozumiała co do Twojego planu i kibicowałam Ci z całego serca w nim. To było niemal 7 miesięcy temu.
Lepsze czasy...
Wtedy byłam człowiekiem pełnym energii, miłości do świata, pełnym sensu istnienia. W momencie kiedy odszedłeś wszystko runęło. Nadal toczę się po gruzowisku. Nigdy nie miałeś odwagi się odezwać. Oczywiście byłeś skupiony na swoim planie. Planie, który zawierał Twoje przyjaciółki i Ciebie. Twoją dziewczynę omijałeś. Jak tchórz.
Wiele razy tłumaczyłeś mi, sobie, jak i wszystkim, że nie ma czegoś takiego jak hierarchia osób w sercu i życiu. Mało kto się z Tobą zgodzi.
Dla mnie byłeś całym światem i jak wiele razy Ci powtarzałam potrafiłam zostawić wszystko za sobą, wziąć się w garść i się wyprowadzić do obcego miasta, w którym zostałam całkiem sama. Twoje odejście odebrało mi chęć do życia, marzenia, sens istnienia i inne gówna.
Lepsze czasy.
Dla Ciebie, prawda?
Ja zostałam wtedy sama. Dobrze wiedziałeś, że przybyłam tam dla Ciebie, Twoje pojawienie się w moim życiu namieszało mi w planach, ale wzięłam się na odwagę i postawiłam być bliżej Ciebie i wyprowadziłam się 500 km od domu, tylko i wyłącznie dla Ciebie.
Lepsze czasy.
W tym momencie zmagam się z ciężką depresją, wstaję rano i wszelkie czynności wykonuję mechanicznie. Jakbym była zaprogramowana. Wstajesz rano, idziesz na poranną toaletę, jesz coś, wychodzisz do pracy, wracasz z pracy idziesz zrobić coś co pomoże Twojej matce.
Lepsze czasy.
Dopiąłeś swego. Osiągnąłeś swój cel. Nadal nie masz odwagi się odezwać. Nawet po takim pieprzonym czasie, chociaż nie chcę jesteś moją ostatnią cholerną myślą każdego wieczoru. Myślę czy u Ciebie wszytko dobrze, czy sobie radzisz, czy nic Cię nie trapi, czy dzień sprawił Ci przykrość.
W głowie nadal mam to, co mówiłeś mi nocą, gdy postanowiliśmy zapalić papierosa i patrzeć w gwiazdy. Pamiętam niemal wszystko.
Może i kiedyś zatęsknisz za mną, tak jak ja za Tobą. Nie czuję zawiści do Twojej osoby. Bardziej czuję żal. To odpowiednie słowo. Czuję żal. Żal, że nie potrafiłeś choć trochę poświęcić się w imię miłości. Dla związku.
Związek to nie tylko seks. A jeśli tylko na tym Ci zależało, to trzeba było od razu zostać "Friends with benefits" jak na początku nasza znajomość miała ową być. Przypomnij sobie, gdy czekałeś na pociąg,w maju tamtego roku i kto powiedział pierwszy o związku. Przypomnij sobie wszystkie słowa, które wypowiedziałeś w moim kierunku. Te na naszych wspólnych pierwszych wakacjach w pokoju, gdy podarowałeś mi pierścionek. Je również pamiętam.
Odpowiedz też sobie na jedno pytanie.
Czy to naprawdę była miłość, jak mówiłeś?
Lepsze czasy.
Dla Ciebie są lepsze. Dla mnie nastały ciemne chmury i zbiera się na tornado. Poprawy nie widać, pomimo leków i terapii.
Mam nadzieję, że nigdy, przenigdy nie będziesz musiał przechodzić przez ten stan.
Ja mam tylko jedną prośbę do życia.
Byś o mnie pamiętał i zastanowił się czym dla Ciebie jest tak naprawdę miłość.
Druga sprawa jest taka, że w momencie gdy najbardziej Cię potrzebowałam, nieodbierałeś telefonów, spędzałeś czas u swojej przyjaciółki.
Priorytety, prawda? Rozejrzyj się dookoła i popatrz jak mężczyźni w Twoim otoczeniu traktują swoje kobiety.
Może i nie byłam jak Walkiria, której pragnąłeś, ale Tobie mój drogi do Ragnara również daleka droga.
wtorek, 2 maja 2017
Dzień trzeci
Znacie coś takiego jak hmm.. alfabet depresji? Sama ostatnio się z tym spotkałam i poproszono mnie o stworzenie własnego alfabetu depresji.
Logicznie.
Polega to na tym, że w oparciu o własne doznania, emocje i doświadczenie tworzysz właśnie alfabet. Długo biłam się z myślami, czy go tutaj umieścić, bo to jednak przyznanie się przed samym sobą do tego co się robiło i o czym się myślało, a czasem nadal myśli.
Tak w ogóle, mam stwierdzoną ciężką depresję, leczą mnie, chodzę na terapie. Często się zastanawiam po co skoro to i tak nie przynosi dla mnie rezultatu, a rozmowa z terapeutą, który próbuje mi wmówić, że świat jest piękny niknie. Nadal uważam, że ludzkie istnienie nie ma żadnego sensu.
Chociaż Śmierć zawsze mówił, że sensem istnienia są koty. Koty są miłe, ale... Hej, Śmierć, a co jeśli nie lubię kotów? Co wtedy? He?
No, a wracając do alfabetu. Przedstawię dzisiaj trzy z nich.
A - Apatia
Wiele myślałam nad tym, apatia czy anhedonia. Jednak zdecydowałam się wybrać apatię. Według definicji apatia to : stan znacznie zmniejszonej wrażliwości na bodźce emocjonalne i fizyczne. Towarzyszy mu obniżenie aktywności psychicznej i fizycznej, utrata zainteresowań, zmniejszenie liczby kontaktów społecznych.
W 99,9% procentach się z tym zgodzę. Jednak to nie znaczy, że człowiek majacy depresję zwija się w kocyk i płacze. Jasne, tak się zdarza, ale normalnie też chodzą do pracy, załatwiają to co muszę. Tylko jedynie co, to wykonują to wszystko mechanicznie. Jakby byli zaprogramowani. To nie jest też tak, że udajesz. Nosisz Maski. O tym, w kolejnych dniach.
B - Ból
C - Cierpienie
Logicznie.
Polega to na tym, że w oparciu o własne doznania, emocje i doświadczenie tworzysz właśnie alfabet. Długo biłam się z myślami, czy go tutaj umieścić, bo to jednak przyznanie się przed samym sobą do tego co się robiło i o czym się myślało, a czasem nadal myśli.
Tak w ogóle, mam stwierdzoną ciężką depresję, leczą mnie, chodzę na terapie. Często się zastanawiam po co skoro to i tak nie przynosi dla mnie rezultatu, a rozmowa z terapeutą, który próbuje mi wmówić, że świat jest piękny niknie. Nadal uważam, że ludzkie istnienie nie ma żadnego sensu.
Chociaż Śmierć zawsze mówił, że sensem istnienia są koty. Koty są miłe, ale... Hej, Śmierć, a co jeśli nie lubię kotów? Co wtedy? He?
No, a wracając do alfabetu. Przedstawię dzisiaj trzy z nich.
A - Apatia
Wiele myślałam nad tym, apatia czy anhedonia. Jednak zdecydowałam się wybrać apatię. Według definicji apatia to : stan znacznie zmniejszonej wrażliwości na bodźce emocjonalne i fizyczne. Towarzyszy mu obniżenie aktywności psychicznej i fizycznej, utrata zainteresowań, zmniejszenie liczby kontaktów społecznych.
W 99,9% procentach się z tym zgodzę. Jednak to nie znaczy, że człowiek majacy depresję zwija się w kocyk i płacze. Jasne, tak się zdarza, ale normalnie też chodzą do pracy, załatwiają to co muszę. Tylko jedynie co, to wykonują to wszystko mechanicznie. Jakby byli zaprogramowani. To nie jest też tak, że udajesz. Nosisz Maski. O tym, w kolejnych dniach.
B - Ból
Znosisz go wiele. Codziennie. Fizyczny, ponieważ się uderzysz, fizyczny bo tego chcesz np. tatuaże, piercing, czy samookaleczanie się. A najgorszy z tego wszystkiego jest ból psychiczny. Ucisk jaki czujesz i nie możesz się go pozbyć. Ból narasta w Tobie, wszystkie emocje się gromadzą. Po chwili jest jednak pusta, dlatego, że zrobiłaś coś, by sobie ulżyć. Uderzyłaś czymś w coś, coś zrzuciłaś, a może się pocięłąś. Cokolwiek zrobiłaś,ulżyło. Tak jakbyś na nowo mogła oddychać i odłączono Cię od respiratora. Jednak za chwilę znów zacznie się to samo. Takie błędne koło.
C - Cierpienie
Ah, cierpienie, to jest naprawdę przyjazny temat dla pisarzy. Niby tak łatwo je oddać, bo przecież wystarczy zabrać coś bohaterowi i już cierpi, wystarczy go czymś pokarać i cierpi. W depresji człowiek jest osaczony cierpieniem. Gdzie się nie obejrzy tam ono czycha by się rzucić i złapać w sidła tego biednego ludka. Cierpienie psychiczne niszczy nawet bardziej niż jakikolwiek ból fizyczny.
Zawsze sobie zadaję przed snem pytanie.
Co by było gdybym nigdy więcej się nie obudziła? Kto by naprawdę szczerze zatęsknił?
Myślę, że odpowiedź u mnie zamknie się: Rodzina. Nobody else.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
Dzień siódmy
Nie brakuje mi fałszywych przyjaźni, które się skończyły. Brakuje mi Ciebie. Wiem. Tobie mnie nie brakuje, ponieważ wolisz mieć w swoim towa...