poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Dzień Drugi.

Zawsze przed snem włącza mi się usilne myślenie "Co by było gdyby.."
1. Gdyby on nie zostawił.
2. Gdyby babcia nie zachorowała
3. Gdyby dziadek żył
4. Gdybym nadal była tam uśmiechniętym dzieckiem.

Milion opcji gdyby... Ogólnie z tego miejsca chcę podziękować wszystkim fałszywym osobom, które pojawiły się w moim życiu. Mogę wam spokojnie powiedzieć, że mam nadzieję, że spłoniecie w piekle, o ile takowe istnieje. Jeśli nie. Mam nadzieję, że będziecie mieć piekło na ziemi.

Karma istnieje, wiecie o tym?
Wiele razy się o tym przekonałam. Jestem prostym człowiekiem i w tym marnym życiu kieruję się prostymi zasadami.

  1. Nie wyrażaj swoich opinii lub rad, jeżeli nie jesteś o to proszony.
  2. Nie zwierzaj się ze swoich problemów innym, chyba że jesteś pewien, że chcą o nich słuchać.
  3. Kiedy jesteś w cudzym domu (na cudzym terenie) okaż mu szacunek lub, jeżeli nie potrafisz, nie chodź tam.
  4. Nie narzekaj na coś, czemu nie musisz się poddawać.

I jeszcze kilka innych.
Wszystkim ludzikim z małym móżdżkiem polecam z zapoznaniem się tym poglądem filiozoficznym >KLIK< 

To śmieszne i czasami nierozsądne, jak nielogiczne te notki są. Skaczę po tematach. Tak właśnie odzwierciedlam swoje myśli. Są w totalnym chaosie. Z jednej strony mówię sobie, heeeej będziesz szczęśliwa, ALE  (zawsze musi się pojawić to pieprzone ale.) szczęście, a spełnienie, gdzie w tym wszystkim logika? Spełnienie. Można się spełniać rodzinnie, zawodowo, czy w wielu innych aspektach. Mi jest rano ciężko wstać do pracy. Nienawidzę ludzi. Najchętniej mieszkalabym na bezludnej wyspie z wężami. Dogadałabym się z nimi. 

Mam pasję.
Oh, oczywiście, że mam. Dzięki niej dalej jeszcze żyję. Książki, seriale, muzyka. Jednak największa z nich to Harry Potter. Jakieś marzenia z tym mam związane. Dorastałam z tą historią. Pomimo, że stoję po złej stronie. Śmierciożerców, dzięki właśnie tej serii nauczyłam się wielu i to jeszcze dlatego się nie zabiłam. 

Pasja na pewno pomaga przetrwać ciężkie dni. Gdy wszystko Cię irytuje, że masz ochotę rzucić to w cholerę i zapomnieć jak się nazywasz oddajesz się pasji, tej jedynej chwili przyjemności, gdzie zapominasz o wszystkim. To właśnie w pasji jest piękne. Ludzie bez pasji, to puści ludzie.

Kolejna kwestia, która irytuje mnie jak nie wiem, to ocenianie. Lubię wybić się z tłumu. Kolczyki, tatuaże, czy kolorowe włosy. Chociaż nie jest to kontrowersją jak kiedyś, to ludzie i tak będą Cię wytykać palcami. Panowie robotnicy, zamiast łatać ulicę i wykonywać swoją pracę obserwują Cię jak zwierzynę, wytykają palcami i się śmieją. Takich ludzi nienawidzę i gardzę nimi. Ogólnie gardzę ludźmi, jestem niemiła i mówię to co myślę, nawet jeśli ma to kogoś urazić. Wolę odezwać się raz szczerze niż trzy fałszywie. To chyba też powoduje, że nie mam znajomych.

Nie mam problemu z tym, by w twarz powiedzieć komuś, że jest gruby, brzydki, czy po prostu robi coś beznadziejnie. (Tak, cieszcie się wszyscy, że nie pracuję jako kierownik. Byłabym bardzo nie miła.)  Nie wiem skąd w ludzkości przekonanie, że lepiej kłamać komuś o czymś niż mówić prawdę. Prosta sytuacja.  Występują osoby A, B i C.
RELACJE: Osoba A i B się przyjaźnią osoba B dopiero niedawno jest w związku z osobą C. Osoba A oczywiście bardzo się cieszyła szczęściem osoby B, pomimo jej własnego trzęsienia ziemi. Jednak cieszyła się, że osoba B pomimo tego, że jest gruba i zachowuje się jak niedojrzały bachor kogoś znalazła. Osoba B nigdy tego nie doceniła, zaś opowiadała, że osoba A jedynie ją dołuje, bo hm... mówi prawdę, która zazwyczaj jest bolesna, bo jest prawdą? 

Głupie no nie?
Wymagamy mówienia prawdy od ludzi, a gdy ją słyszymy, to się obrażamy. My ludzie lubimy tworzyć sobie nasze własne cztery ściany komfortu. Nie mówię tu o wygodnym fotelu i książce, a o komforcie psychicznym. Kolejny przykład osoba  A się nad sobą użala, mówi o swoich problemach, jaak to jest nieszczęśliwa bla bla bla, osoba B na początku reaguje na to, milionem pytań. Gdy zna pełną wersję wydarzeń wypowiada własne zdanie. Właśnie i tu zaczyna się problem, ponieważ osoba A często się obrazi za opinię osoby B.
To nie ma żadnego sensu.
 Jasne, jak całe życie.

A tak w ogóle.
Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego dla ludzi zabijanie, samobójstwo, czy samookaleczanie to tematy tabu? Przecież dramaciki tych osób dzieją się niemal cały czas, czasami pod naszym dachem, a czasami dach dalej. A co my ludzki bez mózgu własnego robimy? "Oh nie, nie zabijaj się." "nie tnij się" "Pomyśl o rodzicach"  BLA BLA BLA

DON'T FEED THE TROLL.

Przecież ktoś, kto NAPRAWDĘ chce się zabić w życiu o tym nie powie. Z prostego punktu widzenia, no bo chce umrzeć, no nie? Więc nie chce by ją ratowano. Upewni się, że nikt nic nie wie i dopiero wtedy to zrobi.  Logiczne no nie?

A teraz, spróbuję zasnąć, a jak nie to obejrzę po raz 6453864635359686158 Harrego Pottera i zakon Feniksa. Moją ulubioną część.
SOŁ
AVADA KEDAVRA wszystkim, a szczególnie tym fałszywym. :* 

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Dzień Pierwszy.

Ś m i e r ć

Dla wielu temat tabu, dla innych wiąże się jedynie ze strachem. Pośród tych ludzi są też tacy jak ja. Codziennie umierający. To takie śmieszne znaleźć sobie obiekt do wyżycia się. Do popychania. Nie fizycznego, a psychicznego. Słowa o wiele bardziej zabijają niż czyny. Potem przed swoim sumieniem człowiek się tłumaczy "przecież nic nie zrobiłem." Oczywiście, nic nie zrobiłeś, ale żadne z ludzi nie myśli o tym co powiedział.

Tu.
Otworzę się. Chyba potrzebuję czegoś w rodzaju pamiętnika. To głupie. Nie umiem przelać swoich emocji, nie potrafię wydrzeć sobie serca z piersi i po prostu jak z otwartej księgi wszystkiego spisać. Połowy uczuć  n i e  d a  się opisać. To nie proste. Kiedy jesteś zgubiony, stoisz na drodze jednokierunkowej, bo wiesz, że powinieneś żyć, iść do przodu, uśmiechać się, a pomiędzy tym, kiedy robiłeś to naprawdę.

W moim życiu kiedyś były osoby, które ceniłam. Z czterech najważniejszych osób, dla których bym zabiła, została jedna. Reszta zaczęła uciekać, gdy tylko moje życie zaczęło się sypać. A do upadku może doprowadzić osoba, dla której robisz wszystko. Oczywiście, najłatwiej jest uciec i jako ludzie to robimy najczęściej. Uciekamy, bo tak jest wygodnie. Jednak, gdy deklarujesz miłość powinno się być razem. Na dobre i pieprzone złe.  Jednak w większości przypadków jest się ze sobą tylko na dobre. 

Wstajesz, nienawidzisz świata.
Kładziesz się, nienawidzisz świata.
Nie dlatego, że jest okrutny i przepełniony przemocą. Już Cię to nie rusza. "Miłość Twojego życia" tak mocno obdarła Cię z uczuć, że mówisz "trudno" Tak bywa. Whatever. Bardziej nienawidzisz siebie, że człowiek oddał cząstkę duszy, oddał swoją nagą duszę w ręce kogoś, kto ją po prostu obdarł z godności.  Pewnie pomyślisz, kolejna histeryczka będzie pisać o nieszczęśliwej miłości i wmawia sobie depresję.

C h c i a ł a b y m. 

Może to będzie moment, w którym klikniesz czerwony przycisk, albo zostaniesz dalej i poznasz całą historię. Jasne, poznasz wersję jednej strony.  Druga pewnie nigdy się nie ujawni więcej.
Dzisiaj jest 17.04.17 rok temu byłam niemal najszczęśliwszą kobietą pod słoneczkiem. Zaczęło mi się układać po 22 latach chodzenia po globie. Z sukcesem i dobrymi wynikami kończyłam szkołę, miałam marzenie na własny biznes, znalazłam mężczyznę, którego nie sądziłam, że pokocham. To miał być zwykły układ friends with benefits, jaki jest popularny w tych czasach. To co teraz napiszę zabrzmi jak kiepski pomysł na telenowelę, ale to ten facet dodał mi na tyle motywacji, siły i energii, że zostawiłam swoje poprzednie życie i wyprowadziłam się z dnia na dzień by być obok niego.  Brzmi jak pomysł na kiepski film romantyczny? To żaden film, a moje pieprzone życie.
22.04 to przeklęta data dla mnie na zawsze. 

Rok później, siedzę z butelką wina, z stwierdzoną ciężką depresją, z lekami i tym czego najbardziej się obawiałam skierowaniem na leczenie. Siedzisz. Płaczesz. Nie wiesz czy to śmiech przez łzy. Jesteś w tak beznadziejnym momencie swojego życia, że nie wiesz co dalej, nie wiesz już nic. Jesteś pogubiona. Wszyscy Ci mówią, nie martw się, będzie dobrze. Uśmiechniesz się sztucznie na to, ale myślami odpływasz.
Kiedyś umrę, jak każdy. Ty też umrzesz. Taka kolej rzeczy. Natura. Nie ma sensu się przed tym bronić. Codziennie zbliżasz się do śmierci. Nie wierzę w Boga, więc nie wierzę również w życie pozagrobowe.

Właśnie minęły święta Wielkanocne.  Wiecie co jest żałosne? Że wszyscy udajecie. Wszyscy ludzie udają. Każdy z nas ma trupy w szafie, ale po co mówić o swoich skoro ktoś ma inne, prawda? Ludzie krytykują wiarę, ale obchodzą święta, po co? Skoro nie wierzysz, to dlaczego je obchodzisz? Tradycja?  Bez sensu.

Jak całe życie.
Bez sensu.

Jedyne co możemy zrobić to stać z boku i obserwować upadek ludzkości, który nastąpił już dawno.  Tylko sami tego nie widzimy. Bo po co?

Dzień siódmy

Nie brakuje mi fałszywych przyjaźni, które się skończyły. Brakuje mi Ciebie. Wiem. Tobie mnie nie brakuje, ponieważ wolisz mieć w swoim towa...