czwartek, 22 czerwca 2017

Dzień siódmy

Nie brakuje mi fałszywych przyjaźni, które się skończyły. Brakuje mi Ciebie. Wiem. Tobie mnie nie brakuje, ponieważ wolisz mieć w swoim towarzystwie osoby, które są hipokrytami i wolą Ci niszczyć życie, niż cieszyć się Twoim szczęściem.

No cóż, ja osobiście cieszę się, że "przyjaźń" z fałszywymi się zakończyła. Prosiłam aby strzeżono mnie od wrogów, dziwnym przypadkiem zaczęłam tracić przyjaciół. Ale dobrze się stało, że wyszło to wtedy.

Dostałam lekcję życia, nauczkę i wzięłam to sobie do serca. Tylko wiesz, czego naprawdę mi brakuje? Ciebie. Nigdy nie wymagałam wiele oprócz bycia obok.
Właśnie jest burza, a dobrze wiesz, że się jej boję. Dzwoniłam wtedy zawsze do Ciebie. Chciałam słyszeć Twój głos. Teraz, jest burza, jak zawsze mam myśli a może tak by wyjść, przełamać się.

Nadal to wszytko nie ma sensu. Robię wiele rzeczy, by nadal czuć, że żyję. Ból pomaga przetrwać, coś o tym również wiesz, no nie?

środa, 21 czerwca 2017

Dzień szósty

Czy tęsknisz? Czy myślisz? Czy w ogóle mnie pamiętasz? Minęło siedem miesięcy, a 10.07 minie osiem od kiedy się rozstaliśmy. Ja nadal nie potrafię się z tym pogodzić i nadal mam nadzieję, że rano gdy się budzę zobaczę od Ciebie sms.

Codziennie to samo.
r o z c z a r o w a n i e.

Czy wiesz jakie to uczucie, gdy budzisz się rano i uświadamiasz sobie,  że to co dawało Ci siłę do życia już nie wróci? Jasne, uznaj, że się nad sobą użalam. Uznawaj jak chcesz. Przez Ciebie przeszłam przez piekło szpitali psychiatrycznych, leków, czy terapii. To ja płakałam w nocy, to ja się załamywałam, to mi runął świat, gdy Ty spałeś spokojnie.

Teraz.
Nie czuję zawiści, a życzę Ci mój drogi jak najlepiej. Jesteś dla mnie  n a d a l  zbyt  ważną personą, bym mogła Cię po prostu olać. Oczywiście interesuje się co u Ciebie i każdego dnia myślę jakbym mogła się do Ciebie odezwać, ale wiesz co? To nie ma sensu, bo gdybyś chciał odezwałbyś się, bo wiem, że wiesz, że ja tylko na to czekam.

Napisałam do Ciebie w grudniu. (!) do dziś nie mam odpowiedzi na to. Boli mnie to,, że nie mogę się do Ciebie przytulić. Wtedy czułam się najbezpieczniiej, teraz... to wszystko nie ma sensu. Kiedyś chciałam mieć rodzinę, chciałam abyś został moim mężem. Ah, właśnie. Pamiętasz co obiecywałeś mi w Gdańsku, gdy dawałeś pierścionek? Pamiętasz? Bo ja doskonale wiem i wspominam do dziś.

Dziś.
Nie mammarzeń, żadncyh planów, celów. Nie wiem po co  żyję. Nadawałeś temu wszystkiemu sens. Tak wiele teraz się dzieje. O dziwo jest również sporo pozytywnych rzeczy. Pamiętasz jak czekałam na narodziny maleństwa? W końcu jest na świecie. 7.06.2017 o 19;18. Liliana. Taki skarb w oku.

Poza tym myślę co zrobiłam źle, że mnie potraktowałeś w ten sposób.
Czy coś Ci zabraniałam? Nie.
Czy kazałam Ci się zmienić? Nie.
Czy narzekałam, że jesteś orkopny? Narzekałam, że mam za mało kontaktu z Tobą, którego wtedy naprawdę potrzebowałam.
Czy kiedyś słyszałeś ode mnie wypominanie, czy marudzenie? Nie.
Czy kazałam przestać Ci pić? Nie.
Czy kazałam przestać Ci palić? Nie.
Starałam się jak tylko mogłam wspierać Twoje plany i marzenia
Robiłam wszystko byś nie zaniedbywał swojej przyjaciółki, choć bolało mnie, że to z nią spędzasz czas a nie ze mną.
Ufałam Ci bezgranicznie i oddałam Ci wszystko na co było mnie stać. Co tylko chciałeś dostałeś ode mnie.

Więc wyjaśnij mi, co zrobiłam źle, czym zasłużyłam sobie na takie potraktowanie?

poniedziałek, 29 maja 2017

Dzień Piąty

Zbliża się jeden z bardziej smutniejszych dni.
30 maj 2004.
Do tego dnia wracam niemal zawsze. Często mi towarzyszy ten dzień. Dwa słowa. Nie żyje.

Kiedyś Cię potępiałam, nie rozumiałam dlaczego, ciągle zadawałam sobie pytanie "dlaczego" "dlaczego Ty". Nie dostanę na te pytania nigdy odpowiedzi.

Dzisiaj.
Po 13 latach, w pełni Cię rozumiem. Pogodziłam się z Twoją decyzją, a nawet sama z chęcią opuściłabym ludzki padół.  Nie mam żalu, że odszedłeś. Ludzie potrafią nas naprawdę zirytować, zniszczyć, prawda? Chcę powiedzieć, że Ci wybaczam.

Przy okazji tego smutnego dnia zawsze się zastanawiam czy samobójca jest odważny, czy jest tchórzem. Czy należy go potępiać, czy też zajrzeć w swoją duszę i się zastanowić, czy aby przypadkiem nie pociągnęliśmy kogoś za sznurek w kierunku tego czynu.


środa, 17 maja 2017

Dzień Czwarty

Kiedyś powiedziałeś, że masz nadzieję, że spotkamy się w lepszych czasach. Zawsze dręczyło mnie i do dnia obecnego dręczy "Kiedy nastąpią lepsze czasy" oraz co to oznacza.
Wcześniej Ty miałeś rzecz, która była dla Ciebie ważniejsza, osobisty cel. Oczywiście byłam wyrozumiała co do Twojego planu i kibicowałam Ci z całego serca w nim. To było niemal 7 miesięcy temu.

Lepsze czasy...
Wtedy byłam człowiekiem pełnym energii, miłości do świata, pełnym sensu istnienia. W momencie kiedy odszedłeś wszystko runęło. Nadal toczę się po gruzowisku. Nigdy nie miałeś odwagi się odezwać. Oczywiście byłeś skupiony na swoim planie. Planie, który zawierał Twoje przyjaciółki i Ciebie. Twoją dziewczynę omijałeś. Jak tchórz.
Wiele razy tłumaczyłeś mi, sobie, jak i wszystkim, że nie ma czegoś takiego jak hierarchia osób w sercu i życiu. Mało kto się z Tobą zgodzi.
Dla mnie byłeś całym światem i jak wiele razy Ci powtarzałam potrafiłam zostawić wszystko za sobą, wziąć się w garść i się wyprowadzić do obcego miasta, w którym zostałam całkiem sama. Twoje odejście odebrało mi chęć do życia, marzenia, sens istnienia i inne gówna.

Lepsze czasy.
Dla Ciebie, prawda?
Ja zostałam wtedy sama. Dobrze wiedziałeś, że przybyłam tam dla Ciebie, Twoje pojawienie się w moim życiu namieszało mi w planach, ale wzięłam się na odwagę i postawiłam być bliżej Ciebie i wyprowadziłam się 500 km od domu, tylko i wyłącznie dla Ciebie.

Lepsze czasy.
W tym momencie zmagam się z ciężką depresją, wstaję rano i wszelkie czynności wykonuję mechanicznie. Jakbym  była zaprogramowana. Wstajesz rano, idziesz na poranną toaletę, jesz coś, wychodzisz do pracy, wracasz z pracy idziesz zrobić coś co pomoże Twojej matce.

Lepsze czasy.
Dopiąłeś swego. Osiągnąłeś swój cel. Nadal nie masz odwagi się odezwać. Nawet po takim pieprzonym czasie, chociaż nie chcę jesteś moją ostatnią cholerną myślą każdego wieczoru. Myślę czy u Ciebie wszytko dobrze, czy sobie radzisz, czy nic Cię nie trapi, czy dzień sprawił Ci przykrość.
W głowie nadal mam to, co mówiłeś mi nocą, gdy postanowiliśmy zapalić papierosa i patrzeć w gwiazdy. Pamiętam niemal wszystko.

Może i kiedyś zatęsknisz za mną, tak jak ja za Tobą. Nie czuję zawiści do Twojej osoby. Bardziej czuję żal. To odpowiednie słowo. Czuję żal. Żal, że nie potrafiłeś choć trochę poświęcić się w imię miłości. Dla związku.

Związek to nie tylko seks. A jeśli tylko na tym Ci zależało, to trzeba było od razu zostać "Friends with benefits" jak na początku nasza znajomość miała ową być.  Przypomnij sobie, gdy czekałeś na pociąg,w maju tamtego roku i kto powiedział pierwszy o związku. Przypomnij sobie wszystkie słowa, które wypowiedziałeś w moim kierunku. Te na naszych wspólnych pierwszych wakacjach w pokoju, gdy podarowałeś mi pierścionek. Je również pamiętam.

Odpowiedz też sobie na jedno pytanie.
Czy to naprawdę była miłość, jak mówiłeś?

Lepsze czasy.
Dla Ciebie są lepsze. Dla mnie nastały ciemne chmury i zbiera się na tornado. Poprawy nie widać, pomimo leków i terapii.
Mam nadzieję, że nigdy, przenigdy nie będziesz musiał przechodzić przez ten stan.

Ja mam tylko jedną prośbę do życia.
Byś o mnie pamiętał i zastanowił się czym dla Ciebie jest tak naprawdę miłość.

Druga sprawa jest taka, że w momencie gdy najbardziej Cię potrzebowałam, nieodbierałeś telefonów, spędzałeś czas u swojej przyjaciółki.

Priorytety, prawda? Rozejrzyj się dookoła i popatrz jak mężczyźni w Twoim otoczeniu traktują swoje kobiety.

Może i nie byłam jak Walkiria, której pragnąłeś, ale Tobie mój drogi do Ragnara również daleka droga.

wtorek, 2 maja 2017

Dzień trzeci

Znacie coś takiego jak hmm.. alfabet depresji? Sama ostatnio się z tym spotkałam i poproszono mnie o stworzenie własnego alfabetu depresji.
Logicznie.
Polega to na tym, że w oparciu o własne doznania, emocje i doświadczenie tworzysz właśnie alfabet. Długo biłam się z myślami, czy go tutaj umieścić, bo to jednak przyznanie się przed samym sobą do tego co się robiło i o czym się myślało, a czasem nadal myśli.
Tak w ogóle, mam stwierdzoną ciężką depresję, leczą mnie, chodzę na terapie. Często się zastanawiam po co skoro to i tak nie przynosi dla mnie rezultatu, a rozmowa z terapeutą, który próbuje mi wmówić, że świat jest piękny niknie. Nadal uważam, że ludzkie istnienie nie ma żadnego sensu.
Chociaż  Śmierć zawsze mówił, że sensem istnienia są koty. Koty są miłe, ale... Hej, Śmierć, a co jeśli nie lubię kotów? Co wtedy? He?

No, a wracając do alfabetu. Przedstawię dzisiaj trzy z nich.

A - Apatia
Wiele myślałam nad tym, apatia czy anhedonia. Jednak zdecydowałam się wybrać apatię. Według definicji apatia to : stan znacznie zmniejszonej wrażliwości na bodźce emocjonalne i fizyczne. Towarzyszy mu obniżenie aktywności psychicznej i fizycznej, utrata zainteresowań, zmniejszenie liczby kontaktów społecznych. 
W 99,9% procentach się z tym zgodzę. Jednak to nie znaczy, że człowiek majacy depresję zwija się w kocyk i płacze. Jasne, tak się zdarza, ale normalnie też chodzą do pracy, załatwiają to co muszę. Tylko jedynie co, to wykonują to wszystko mechanicznie. Jakby byli zaprogramowani. To nie jest też tak, że udajesz. Nosisz Maski. O tym, w kolejnych dniach. 

B - Ból
Znosisz go wiele. Codziennie. Fizyczny, ponieważ się uderzysz, fizyczny bo tego chcesz np. tatuaże, piercing, czy samookaleczanie się. A najgorszy z tego wszystkiego jest ból psychiczny. Ucisk jaki czujesz i nie możesz się go pozbyć. Ból narasta w Tobie, wszystkie emocje się gromadzą. Po chwili jest jednak pusta, dlatego, że zrobiłaś coś, by sobie ulżyć. Uderzyłaś czymś w coś, coś zrzuciłaś, a może się pocięłąś. Cokolwiek zrobiłaś,ulżyło. Tak jakbyś na nowo mogła oddychać i odłączono Cię od respiratora. Jednak za chwilę znów zacznie się to samo. Takie błędne koło.

C - Cierpienie
Ah, cierpienie, to jest naprawdę przyjazny temat dla pisarzy. Niby tak łatwo je oddać, bo przecież wystarczy zabrać coś bohaterowi i już cierpi, wystarczy go czymś pokarać i cierpi. W depresji człowiek jest osaczony cierpieniem. Gdzie się nie obejrzy tam ono czycha by się rzucić i złapać w sidła tego biednego ludka. Cierpienie psychiczne niszczy nawet bardziej niż jakikolwiek ból fizyczny.

Zawsze sobie zadaję przed snem pytanie. Co by było gdybym nigdy więcej się nie obudziła? Kto by naprawdę szczerze zatęsknił? Myślę, że odpowiedź u mnie zamknie się: Rodzina. Nobody else.

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Dzień Drugi.

Zawsze przed snem włącza mi się usilne myślenie "Co by było gdyby.."
1. Gdyby on nie zostawił.
2. Gdyby babcia nie zachorowała
3. Gdyby dziadek żył
4. Gdybym nadal była tam uśmiechniętym dzieckiem.

Milion opcji gdyby... Ogólnie z tego miejsca chcę podziękować wszystkim fałszywym osobom, które pojawiły się w moim życiu. Mogę wam spokojnie powiedzieć, że mam nadzieję, że spłoniecie w piekle, o ile takowe istnieje. Jeśli nie. Mam nadzieję, że będziecie mieć piekło na ziemi.

Karma istnieje, wiecie o tym?
Wiele razy się o tym przekonałam. Jestem prostym człowiekiem i w tym marnym życiu kieruję się prostymi zasadami.

  1. Nie wyrażaj swoich opinii lub rad, jeżeli nie jesteś o to proszony.
  2. Nie zwierzaj się ze swoich problemów innym, chyba że jesteś pewien, że chcą o nich słuchać.
  3. Kiedy jesteś w cudzym domu (na cudzym terenie) okaż mu szacunek lub, jeżeli nie potrafisz, nie chodź tam.
  4. Nie narzekaj na coś, czemu nie musisz się poddawać.

I jeszcze kilka innych.
Wszystkim ludzikim z małym móżdżkiem polecam z zapoznaniem się tym poglądem filiozoficznym >KLIK< 

To śmieszne i czasami nierozsądne, jak nielogiczne te notki są. Skaczę po tematach. Tak właśnie odzwierciedlam swoje myśli. Są w totalnym chaosie. Z jednej strony mówię sobie, heeeej będziesz szczęśliwa, ALE  (zawsze musi się pojawić to pieprzone ale.) szczęście, a spełnienie, gdzie w tym wszystkim logika? Spełnienie. Można się spełniać rodzinnie, zawodowo, czy w wielu innych aspektach. Mi jest rano ciężko wstać do pracy. Nienawidzę ludzi. Najchętniej mieszkalabym na bezludnej wyspie z wężami. Dogadałabym się z nimi. 

Mam pasję.
Oh, oczywiście, że mam. Dzięki niej dalej jeszcze żyję. Książki, seriale, muzyka. Jednak największa z nich to Harry Potter. Jakieś marzenia z tym mam związane. Dorastałam z tą historią. Pomimo, że stoję po złej stronie. Śmierciożerców, dzięki właśnie tej serii nauczyłam się wielu i to jeszcze dlatego się nie zabiłam. 

Pasja na pewno pomaga przetrwać ciężkie dni. Gdy wszystko Cię irytuje, że masz ochotę rzucić to w cholerę i zapomnieć jak się nazywasz oddajesz się pasji, tej jedynej chwili przyjemności, gdzie zapominasz o wszystkim. To właśnie w pasji jest piękne. Ludzie bez pasji, to puści ludzie.

Kolejna kwestia, która irytuje mnie jak nie wiem, to ocenianie. Lubię wybić się z tłumu. Kolczyki, tatuaże, czy kolorowe włosy. Chociaż nie jest to kontrowersją jak kiedyś, to ludzie i tak będą Cię wytykać palcami. Panowie robotnicy, zamiast łatać ulicę i wykonywać swoją pracę obserwują Cię jak zwierzynę, wytykają palcami i się śmieją. Takich ludzi nienawidzę i gardzę nimi. Ogólnie gardzę ludźmi, jestem niemiła i mówię to co myślę, nawet jeśli ma to kogoś urazić. Wolę odezwać się raz szczerze niż trzy fałszywie. To chyba też powoduje, że nie mam znajomych.

Nie mam problemu z tym, by w twarz powiedzieć komuś, że jest gruby, brzydki, czy po prostu robi coś beznadziejnie. (Tak, cieszcie się wszyscy, że nie pracuję jako kierownik. Byłabym bardzo nie miła.)  Nie wiem skąd w ludzkości przekonanie, że lepiej kłamać komuś o czymś niż mówić prawdę. Prosta sytuacja.  Występują osoby A, B i C.
RELACJE: Osoba A i B się przyjaźnią osoba B dopiero niedawno jest w związku z osobą C. Osoba A oczywiście bardzo się cieszyła szczęściem osoby B, pomimo jej własnego trzęsienia ziemi. Jednak cieszyła się, że osoba B pomimo tego, że jest gruba i zachowuje się jak niedojrzały bachor kogoś znalazła. Osoba B nigdy tego nie doceniła, zaś opowiadała, że osoba A jedynie ją dołuje, bo hm... mówi prawdę, która zazwyczaj jest bolesna, bo jest prawdą? 

Głupie no nie?
Wymagamy mówienia prawdy od ludzi, a gdy ją słyszymy, to się obrażamy. My ludzie lubimy tworzyć sobie nasze własne cztery ściany komfortu. Nie mówię tu o wygodnym fotelu i książce, a o komforcie psychicznym. Kolejny przykład osoba  A się nad sobą użala, mówi o swoich problemach, jaak to jest nieszczęśliwa bla bla bla, osoba B na początku reaguje na to, milionem pytań. Gdy zna pełną wersję wydarzeń wypowiada własne zdanie. Właśnie i tu zaczyna się problem, ponieważ osoba A często się obrazi za opinię osoby B.
To nie ma żadnego sensu.
 Jasne, jak całe życie.

A tak w ogóle.
Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego dla ludzi zabijanie, samobójstwo, czy samookaleczanie to tematy tabu? Przecież dramaciki tych osób dzieją się niemal cały czas, czasami pod naszym dachem, a czasami dach dalej. A co my ludzki bez mózgu własnego robimy? "Oh nie, nie zabijaj się." "nie tnij się" "Pomyśl o rodzicach"  BLA BLA BLA

DON'T FEED THE TROLL.

Przecież ktoś, kto NAPRAWDĘ chce się zabić w życiu o tym nie powie. Z prostego punktu widzenia, no bo chce umrzeć, no nie? Więc nie chce by ją ratowano. Upewni się, że nikt nic nie wie i dopiero wtedy to zrobi.  Logiczne no nie?

A teraz, spróbuję zasnąć, a jak nie to obejrzę po raz 6453864635359686158 Harrego Pottera i zakon Feniksa. Moją ulubioną część.
SOŁ
AVADA KEDAVRA wszystkim, a szczególnie tym fałszywym. :* 

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Dzień Pierwszy.

Ś m i e r ć

Dla wielu temat tabu, dla innych wiąże się jedynie ze strachem. Pośród tych ludzi są też tacy jak ja. Codziennie umierający. To takie śmieszne znaleźć sobie obiekt do wyżycia się. Do popychania. Nie fizycznego, a psychicznego. Słowa o wiele bardziej zabijają niż czyny. Potem przed swoim sumieniem człowiek się tłumaczy "przecież nic nie zrobiłem." Oczywiście, nic nie zrobiłeś, ale żadne z ludzi nie myśli o tym co powiedział.

Tu.
Otworzę się. Chyba potrzebuję czegoś w rodzaju pamiętnika. To głupie. Nie umiem przelać swoich emocji, nie potrafię wydrzeć sobie serca z piersi i po prostu jak z otwartej księgi wszystkiego spisać. Połowy uczuć  n i e  d a  się opisać. To nie proste. Kiedy jesteś zgubiony, stoisz na drodze jednokierunkowej, bo wiesz, że powinieneś żyć, iść do przodu, uśmiechać się, a pomiędzy tym, kiedy robiłeś to naprawdę.

W moim życiu kiedyś były osoby, które ceniłam. Z czterech najważniejszych osób, dla których bym zabiła, została jedna. Reszta zaczęła uciekać, gdy tylko moje życie zaczęło się sypać. A do upadku może doprowadzić osoba, dla której robisz wszystko. Oczywiście, najłatwiej jest uciec i jako ludzie to robimy najczęściej. Uciekamy, bo tak jest wygodnie. Jednak, gdy deklarujesz miłość powinno się być razem. Na dobre i pieprzone złe.  Jednak w większości przypadków jest się ze sobą tylko na dobre. 

Wstajesz, nienawidzisz świata.
Kładziesz się, nienawidzisz świata.
Nie dlatego, że jest okrutny i przepełniony przemocą. Już Cię to nie rusza. "Miłość Twojego życia" tak mocno obdarła Cię z uczuć, że mówisz "trudno" Tak bywa. Whatever. Bardziej nienawidzisz siebie, że człowiek oddał cząstkę duszy, oddał swoją nagą duszę w ręce kogoś, kto ją po prostu obdarł z godności.  Pewnie pomyślisz, kolejna histeryczka będzie pisać o nieszczęśliwej miłości i wmawia sobie depresję.

C h c i a ł a b y m. 

Może to będzie moment, w którym klikniesz czerwony przycisk, albo zostaniesz dalej i poznasz całą historię. Jasne, poznasz wersję jednej strony.  Druga pewnie nigdy się nie ujawni więcej.
Dzisiaj jest 17.04.17 rok temu byłam niemal najszczęśliwszą kobietą pod słoneczkiem. Zaczęło mi się układać po 22 latach chodzenia po globie. Z sukcesem i dobrymi wynikami kończyłam szkołę, miałam marzenie na własny biznes, znalazłam mężczyznę, którego nie sądziłam, że pokocham. To miał być zwykły układ friends with benefits, jaki jest popularny w tych czasach. To co teraz napiszę zabrzmi jak kiepski pomysł na telenowelę, ale to ten facet dodał mi na tyle motywacji, siły i energii, że zostawiłam swoje poprzednie życie i wyprowadziłam się z dnia na dzień by być obok niego.  Brzmi jak pomysł na kiepski film romantyczny? To żaden film, a moje pieprzone życie.
22.04 to przeklęta data dla mnie na zawsze. 

Rok później, siedzę z butelką wina, z stwierdzoną ciężką depresją, z lekami i tym czego najbardziej się obawiałam skierowaniem na leczenie. Siedzisz. Płaczesz. Nie wiesz czy to śmiech przez łzy. Jesteś w tak beznadziejnym momencie swojego życia, że nie wiesz co dalej, nie wiesz już nic. Jesteś pogubiona. Wszyscy Ci mówią, nie martw się, będzie dobrze. Uśmiechniesz się sztucznie na to, ale myślami odpływasz.
Kiedyś umrę, jak każdy. Ty też umrzesz. Taka kolej rzeczy. Natura. Nie ma sensu się przed tym bronić. Codziennie zbliżasz się do śmierci. Nie wierzę w Boga, więc nie wierzę również w życie pozagrobowe.

Właśnie minęły święta Wielkanocne.  Wiecie co jest żałosne? Że wszyscy udajecie. Wszyscy ludzie udają. Każdy z nas ma trupy w szafie, ale po co mówić o swoich skoro ktoś ma inne, prawda? Ludzie krytykują wiarę, ale obchodzą święta, po co? Skoro nie wierzysz, to dlaczego je obchodzisz? Tradycja?  Bez sensu.

Jak całe życie.
Bez sensu.

Jedyne co możemy zrobić to stać z boku i obserwować upadek ludzkości, który nastąpił już dawno.  Tylko sami tego nie widzimy. Bo po co?

Dzień siódmy

Nie brakuje mi fałszywych przyjaźni, które się skończyły. Brakuje mi Ciebie. Wiem. Tobie mnie nie brakuje, ponieważ wolisz mieć w swoim towa...